Zakończenie

bp Andrzej Siemieniewski

JĘZYKI Z OGNIA. GLOSOLALIA:
Dar języków w Biblii, historii i we współczesności Kościoła



ZAKOŃCZENIE


"Dary łaski (χαρίσματα) i wezwanie Boże są nieodwołalne" (Rz 11,29). Tak napisał Apostoł Paweł dwadzieścia wieków temu. Dlatego charyzmaty Boże trwają w Kościele Bożym, z tego powodu także i dziś Duch Święty "uposaża Kościół w rozmaite dary hierarchiczne oraz charyzmatyczne, i przy ich pomocy nim kieruje oraz owocami swoimi go przyozdabia" (Drugi Sobór Watykański, LG 4). A wszystkie te charyzmaty "są nader stosowne i pożyteczne dla potrzeb Kościoła, przyjmować je należy z dziękczynieniem i ku pociesze" (LG 12).

Powyższy wyraz wiary w pełnię istoty Kościoła odnosi się do naszych czasów, ale nie tylko do nich: całe dwadzieścia wieków historii chrześcijańskiej wspólnoty jest nieprzerwanym świadectwem obecności i działania charyzmatów Bożego Ducha. Pośród charyzmatów opisanych w Piśmie św. Nowego Testamentu znajduje się także glosolalia - 'mówienie językami'. Z całą pewnością nie jest to dar najważniejszy, skoro Apostoł pisze wprost: "większy jest ten, kto prorokuje, niż ten, kto mówi językami" (1 Kor 14,5). Ale nie będą najważniejszym - pozostaje ważnym.

Stąd właśnie nasze zainteresowanie w tej książce darem języków. Z powodu obszerności tematu z całą pewnością nie można naszego tekstu porównać do filmu dokładnie prezentującego historię glosolalii w chrześcijaństwie. Jeśli już, to raczej przypomina wystawę fotografii: kilka ujęć z Kościoła starożytnego, nieco ze średniowiecza, potem zdjęcia obrazujące dar języków w Kościele współczesnym. Na koniec zaś - kilka przykładów z naszych ostatnich lat (znów: w żadnym sensie nie wyczerpujących tematu!).

Czas na podsumowanie.

1. Chrześcijańskie 'mówienie językami' historycznie rzecz biorąc zaczyna się w dzień pierwszej Pięćdziesiątnicy po Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Warto sięgać do opisu tego wydarzenia w Dziejach Apostolskich (Dz 2,1-13), warto go porównać z pierwszą interpretacją tego, co się wówczas stało (Dz 2,14-36). Piotr wyjaśniał wtedy: "Bóg wskrzesił Jezusa", a Ten, "wyniesiony na prawicę Boga otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go, jak to sami widzicie i słyszycie" (Dz 2, 32-34).

Tekst biblijny przekona nas, że w pierwszym 'mówieniu językami' brała udział duża grupa uczniów. Nie tylko Apostołowie i Maryja, ale wielu innych otrzymało wtedy dar glosolalii, co przejawiło się wokół Wieczernika w ciasnych uliczkach ówczesnej Jerozolimy na sposób nieoczekiwany, burzliwy, a może i chaotyczny. Stąd tak rozbieżne reakcje na to dzieło Bożego Ducha, kiedy to jedni byli pełni podziwu, a inni - wyśmiewali się.

'Mówienie językami' powraca w historii Kościoła opisanej w Dziejach Apostolskich jeszcze dwukrotnie, kiedy chrześcijanami zostawały nowe kategorie osób. Gdy Bóg po raz pierwszy zaprosił nie-Żydów do wspólnoty uczniów Jezusa, jako dowód Bożego pochodzenia tej nowości, ci "mówili językami i wielbili Boga". Piotr ocenił to od razu: "otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my" (Dz 10,46-47); "Duch Święty zstąpił na nich, jak na nas na początku" (Dz 11, 15). Po raz drugi, kiedy zaproszenie Boże zostało skierowane do byłych uczniów Jana Chrzciciela, także oni na potwierdzenie Bożego pochodzenia tej inicjatywy "mówili językami i prorokowali" (Dz 19,6).

Biblijna historia na tym się nie kończy. Ma swój dalszy ciąg bardzo daleko od Jerozolimy, w Koryncie. Przy użyciu tej samej terminologii - 'mówienie językami' - Apostoł Paweł daje obszerne świadectwo o obecności tego daru ponad 20 lat po pamiętnym dniu pierwszej Pięćdziesiątnicy. Pisze nawet: "mówię językami lepiej od was wszystkich" (1 Kor 14, 18).

Rozpowszechnione mniemanie, jakoby glosolalia w Koryncie była jakąś kontynuacją uprzednich praktyk greckiego pogaństwa, wydaje się nieudokumentowana. Trudno znaleźć dowody w literaturze źródłowej, aby glosolalia była wcześniej znana. Wygląda więc na to, że 'mówienie językami' w postaci opisanej w Nowym Testamencie jest fenomenem wybitnie chrześcijańskim.

2. W kolejnych trzech wiekach chrześcijaństwa zdarzają się (niezbyt często) świadectwa kontynuacji glosolalii. Nie są specjalnie obszerne, dlatego trudno powiedzieć, na czym dokładnie polegała w praktyce realizacja tego daru.

Od wieku czwartego począwszy sytuacja wyraźnie się zmienia. Z jednej strony, ojcowie Kościoła są przekonani, że doskonale wiedzą na czym polegał opisany w Biblii dar języków: miał być uzdolnieniem do płynnego posługiwania się mową innej grupy narodowościowej (językiem arabskim, trackim, germańskim, słowiańskim…) w celu wygłaszania kazań lub katechez. Taki pogląd, jako najbardziej rozpowszechniona opinia teologiczna, przetrwał do początku XX wieku. Co ciekawe, był oczywisty nawet dla pierwszych amerykańskich zielonoświątkowców z lat 1900-1920.

Z drugiej strony, tym samym ojcom Kościoła towarzyszy przeświadczenie, że tak rozumiany dar języków należy do przeszłości: przeminął i już nie powróci.

4. Ciekawym wyjątkiem w tej panoramie poglądów są liczne i obszerne teksty św. Augustyna mówiące o praktykowaniu jubilacji. Wiele wskazuje na to, że tę jubilację dziś uznano by za dar języków, choć Augustynowi nie przyszło to do głowy.

Inną formą odbiegającą od schematu są wzmianki o pojawiających się gdzieniegdzie językach niebiańskich. Czasem ktoś je słyszał, czasem ktoś nimi mówił, niekiedy słyszano śpiewane przy ich pomocy modlitewne pieśni uwielbienia. Ich związek z charyzmatycznym darem języków jest jednak niejasny.

5. Średniowiecze dostarcza nam nowego materiału. Hagiografie znanych świętych zaczynają obfitować w relacje o ich cudownie nabytych (stałych lub chwilowych) zdolnościach do komunikacji w nieznanych im językach innych narodów.

Pojawia się także systematyczna i głęboka, scholastyczna analiza teologiczna daru języków w wydaniu znakomitego mistrza, św. Tomasza z Akwinu. Co do głównych zasad, nie odbiega ona od poglądów wielkich ojców Kościoła sprzed kilku wieków.

6. Czasy nowożytne dały nam intrygujące relacje wielkich mistyków, np. św. Ignacego Loyoli i św. Teresy z Avila. Czy ich świadectwa to opis tego, co dziś powszechnie uważa się za realizację daru języków? Sprawa jest dyskusyjna, ale taka możliwość istnieje.

Te same wieki są czasem postania protestantyzmu, którego pierwsi założyciele, Marcin Luter i Jan Kalwin, zgadzali się w pełni w tej akurat sprawie z wykładnią katolickiej Tradycji. Ciekawą nowością jest włączenie przez nich do problematyki 'mówienia językami' pytania o używanie w liturgii niezrozumiałej dla ludu łaciny: to też było traktowane jako swojego rodzaju 'mówienie językiem'.

7. Reformacja to także ludowe formy protestantyzmu, zwłaszcza w świecie anglosaskim, skąd począwszy od XVII w. zaczęły docierać świadectwa o tym, że tu i ówdzie pojawiało się modlitewne 'mówienie językami'. Świadectwa są liczne, ale często nie sposób dowiedzieć się z nich, jak brzmiała powstała na tej drodze modlitwa.

Takie relacje są dobrze poświadczone w XVIII-wiecznym angielskim ruchu przebudzeniowym (George Whitefield) jak też w jego wersji amerykańskiej (Jonathan Edwards). W postaci mniej intelektualnie opracowanej a bardziej dostosowanej do żywiołowych i burzliwych 'przebudzeń' ludowych, dotarły do nas opisy 'mówienia językami' z XIX wieku z amerykańskiego pogranicza, a więc 'Dzikiego Zachodu'.

Ciekawym zagadnieniem z tego okresu jest pojawienie się 'daru mówienia językami' u kwakrów, potem w radykalnie nieortodoksyjnej grupie shakers, wreszcie u mormonów. U tych ostatnich glosolalia została nawet włączona do zespołu fundamentalnych wierzeń.

Pomostem do XX wieku jest ruch Edwarda Irvinga z początku XIX wieku. Oznajmił on, że Bóg przywrócił dar języków jako znak otwarcia nowego etapu chrześcijaństwa.

8. Pierwszy dzień XX wieku był jednocześnie momentem pierwszej świadomej i wyraźnie sformułowanej modlitwy o powrót daru 'mówienia językami'. Miało to miejsce w USA i stało się okazją do powstania protestanckiego ruchu pentekostalnego, czyli kościoła zielonoświątkowego. 'Mówienie językami' było początkowo uważane w tym gronie za konieczny znak poświadczający, że faktycznie miał miejsce chrzest w Duchu Świętym otwierający bramę do zbawienia.

9. Po 50 latach dwudziestowiecznego pentekostalizmu ruch - teraz pod nazwą Odnowy charyzmatycznej - zaczął się rozszerzać na inne, już nie tylko zielonoświątkowe, wyznania. Początkowo były to wyznania protestanckie, ale począwszy od 1967 r. zjawisko objęło także pierwszych katolików. I tak pytanie o to, czym jest dar mówienia językami, przestało być zagadnieniem tylko dla specjalistów biblistyki i historii zamierzchłych czasów Kościoła. Nagle stało się zagadnieniem pasjonującym kilkaset milionów katolików zaangażowanych na całym świecie w Odnowę charyzmatyczną, czyli w ruch Odnowy w Duchu Świętym.

Powstały nawet oficjalne dokumenty na dość wysokim szczeblu organizacji kościelnej opisującej dar języków. I - jak to w życiu bywa - ukształtowały się dziś różne opinie na temat tego, czym jest współczesna glosolalia.

Jeden nurt możemy nazwać minimalistycznym. Jego zwolennicy podkreślają raczej podobieństwo daru języków do fenomenów spotykanych w innych religiach, a nawet do całkiem niereligijnego gaworzenia dzieci.

Nurt drugi, nazwijmy go maksymalistycznym, skłania się do twierdzenia, że dar mówienia językami jest czymś z pogranicza cudu, że jest każdorazowo udzielany na mocy nowego, charyzmatycznego tchnienia Ducha Świętego i dlatego jest szczególnie pomocny w nadprzyrodzonej, pozawerbalnej modlitwie.

Jest jeszcze niemniej ciekawy nurt pośredni. Z jednej strony zauważa się wtedy pewne elementy glosolalii, które maja naturalistyczne wyjaśnienie. Ale z drugiej strony wskazuje się na możliwość wykorzystania naturalnego daru, gdy kieruje nim Duch Święty: gratia supponit naturam - łaska zakłada istnienie natury i na niej buduje. Można wówczas wskazywać na quasi sakramentalną naturę modlitwy w językach w doświadczeniu współczesnego pentekostalizmu. W takim wypadku nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystać z badań neurologicznych i lingwistycznych dla wskazania podobieństw glosolalii do naturalnych języków ludzkich, ale też jej specyfiki i odrębności. I można wyjaśniać, że podobnie jak naturalne upodobanie do muzyki może stać się podbudową dla wielbienia Boga poprzez "dar śpiewania hymnów" (1 Kor 14, 26), tak też naturalnie występująca glosolalia bywa zainicjowana przez faktyczne poruszenie mocą Ducha Świętego[63].

Czy te rozbieżności to tylko różne interpretacje tego samego daru, czy też wynikają z tego, że odnoszą się faktycznie do dwóch różnych sposobów modlitwy? To fascynujące pytanie pozostanie zapewne tematem dla przyszłych debat teologicznych.

A rok 2017, rok świętowania jubileuszu 50-lecia Odnowy charyzmatycznej w Kościele katolickim, niech stanie się też okazją do przypomnienia sobie: "Dary łaski (χαρίσματα) są nieodwołalne", a wśród nich są i te dary dla Kościoła, o których pisał niegdyś św. Paweł: "Chciałbym, abyście wszyscy mówili językami" (1 Kor 14, 5).


Przypisy

[63] N. Ferguson, Separating speaking in tongues from glossolalia using a sacramental view, 'Colloquium' 43, nr 1 May 2011, ss. 39-58.